Czy można prowadzić firmę z gorącej plaży z pomocą LinkedIn?

Nową firmę budowałem z myślą o tym, aby można było nią zarządzać z dowolnego miejsca.

Użycie LinkedIna jako Social-PRowego narzędzia generującego leady pozwoliło mi na bardzo duże uniezależnienie od lokalizacji. Miejsce pracy mojego potencjalnego klienta nie ma dużego znaczenia. Zapytania ofertowe dostaję z całego świata i niemal wszyscy moi klienci nigdy nie widzieli mnie na żywo. Teoretycznie nie ma zatem znaczenia czy jestem we Wrocławiu czy po drugiej strony globu o ile tylko mam dostęp do dobrego łącza i komórki. Jak to jednak wygląda w praktyce?

Mieć możliwość, a korzystać to dwie różne sprawy…

Jednak z jakiś powodów mało z tego korzystałem. Głównie krótkie wyjazdy w góry.

Dziś piszę do Was z Palermo gdzie gorąco mi w samej koszuli, a w Polsce podobno -2 stopnie. Co lepsze… włosi chodzą w kurtkach i trochę dziwnie spoglądają na „gorącego Polaka” 🙂

Wracając jednak do tematu…

Zainspirowany opowieściami znajomych chciałem pojechać do jakiegoś egzotycznego kraju na dłużej. To jednak był za duży krok na początek i ciągle go odkładałem.

Postanowiłem zrobić pierwszy, mały krok.

Prosty wyjazd, trudne początki

Decyzja zapadłą, znalazłem stosunkowo tanie bilety + apartamencik, w którym jestem w stanie wygodnie pracować.

Jadę sam, aby na nikogo nie liczyć, sprawdzić siebie, a nie umiejętność delegowania zadań. I wtedy zaczęło się sypać. Okazało się, że mój laptop nie wróci na czas z naprawy, a ten co mam strach podnieść, a co dopiero zbierać w podróż.

Jak tu zrobić work&travel bez narzędzia do work?

Parę godzin na allegro, kupiłem nowy. Najwyżej zwrócę. Tyle, że sprzedawca nie wywiązał się z umowy.. to jednak osobna historia. Gdy po wielu walkach udało się uzyskać sprzęt przez blabla-carowicza… po 6h netbook zespół się.

Im bliżej wyjazdu tym więcej małych lub większych przeszkód.

Potraktowałem je jednak jako wyzwanie czy próbę od Boga. Skoro ma to być mój test przed większym wyjazdem nie ma opcji, nie poddam się. Nie chcę wymieniać tu wszystkich przeszkód, potykaczy, ale było tego sporo, na prawdę sporo.

Działo się źle do pewnego momentu. Momentu, w którym przypomniałem sobie co mówili moi przyjaciele Ewangelicy. Najważniejsza jest wiara. Nie ważne czy wierzysz w jakiegoś boga to i tak wszystko zaczyna się od wiary.

W momencie gdy na prawdę uwierzyłem, że się uda, że z Nim nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych zyskałem nie tylko wewnętrzny spokój, ale wszystko zaczęło elegancko się układać. Krok po kroku. Laptop nagle „zmarwychstał”, inne powody przez które nie mogłem jechać poznikały jeden za drugim.

Początki testu

Dobra.. jestem w samolocie. Wyposażony w wszelkie niezbędne (i zbędne urządzenia), ale mimo tego z 5+2kg bagażem (limit 10kg+mały, ale nolimit) Optymalizację bagażu już wcześniej opanowałem w stopniu zaawansowanym+ 🙂

Czekają mnie jednak jeszcze 2 wyzwania. Dojazd z lotniska i dogadanie się z mało angielskojęzyczną Sycylią. Poszło jednak bez problemu.

Dojechałem, internet działa sprawnie… No i co czas pracować?

Ciąg dalszy w części drugiej artykułu.