LinkedIn dla zaawansowanych czyli jak akceptować kontakty w #social sellingu?

Jednym z ważniejszych etapów #SocialSellingu na LinkedIn jest zdobycie czytelników i kontaktów w grupie docelowej. Wpływa zarówno na powodzenie akcji content-marketingowej jak i późniejszy kontakt do i od potencjalnych Klientów. Można też powiedzieć, że wpływa tez na nasze samopoczucie, bo w końcu po co pisać tylko do szuflady 🙂

O ile na początku musimy się aktywnie postarać p czytelników to z czasem to oni sami nas obserwują czy dodają do kontaktów. O ile z tym pierwszym nie ma problemu, bo LinkedIn nie narzuca jakichkolwiek limitów, to z kontaktami jest trochę gorzej, bo limit wynosi 30 000. Niby dużo, ale jeśli piszesz ciekawie to z czasem ludzie sami Cię zapraszają, a każdy następny kontakt pozwala Ci dotrzeć do następnych. To oczywiście wywołuje z czasem efekt kuli śnieżnej i nim się obejrzysz wizja przekroczenia 30k kontaktów stanie się (albo już się stała) bardzo realna.

A może by tak zbierać tylko obserwatorów?

Skoro zależy nam na czytelnikach to może ograniczyć się tylko do zdobywania obserwatorów? Na pewno jest to jakiś sposób, ale ma sporo wad. Przede wszystkim nie możemy podjąć aktywnego kontaktu do obserwatorów z wyjątkiem publikacji kolejnych treści. Nie możemy też nimi w jakikolwiek sposób zarządzać, tagować. Fakt faktem #SocialSelling w teorii powinien polegać przede wszystkim na inboundowym przypływie klientów (klient sam do nas przychodzi), ale powiedzmy sobie szczerze… Choćbyśmy pisali genialne treści, mieli mega wiedzę to i tak nasi czytelnicy nie będą o nas non-stop myśleli, śnili po nocach i budzili się z pragnieniem zapytania nas o ofertę 🙂 Trzeba czasem im delikatnie pomóc, przypomnieć się aktywnie. W przypadku kontaktów LinkedIn daje spore możliwości -wiadomości wewnętrzne, adres email, często nr telefonu i Skype. Tego nie dostaniemy od obserwatorów.

I jeszcze jeden ważny argument – nie dajmy panować nad naszą pracą LinkedInowi. W każdej chwili może obciąć nam zasięgi, zablokować konto. Co Ci wtedy po obserwatorach? Pamiętaj też, aby robić kopię konta.

No dobra, to jak akceptować zaproszenia?

Nie jest to prawda objawiona. Każdy musi sam dobrać sobie kryteria. Mam jednak nadzieję, że uda mi się Ciebie zainspirować.

Stosuję kilka prostych, twardych zasad.

1. Zero fake’owych kont.

Prosta zasada, ale czasem trudna do zastosowania, bo jak rozpoznać czy konto jest fake’owe. Konta prywatne udające firmowe – to jasne. (Chociaż akurat tutaj ostatnio stosuję wyjątek, bo jest to dobry target dla mnie). Gorzej jednak jeśli mamy imię, nazwisko i ładne zdjęcie.. no właśnie ładne, a raczej zbyt ładne zdjęcie może być pierwszym sygnałem ostrzegawczym.

Jeśli zdjęcie jest idealnie wyretuszowane, z świetnie wymazanym tłem, a kobieta (zwykle kobieta) wygląda jak modelka to najprawdopodobniej to zdjęcie ze stocka. Stocka czyli strony na której możesz kupić lub bezpłatnie pobrać profesjonalnie zrobione fotografie.

Jak sprawdzić czy zdjęcie profilowe jest ze stocka?

Jeśli używasz Chroma bardzo prosto – klikasz prawym klawiszem myszy i wybierz opcję „Szukaj obrazu w google”. Najlepiej zrób to z poziomu profilu danej osoby, klikając uprzednio na jej zdjęcie. Gdy pojawi Ci się taka sama fotografia na wielu stronach, w szczególności na stockach i na innych profilach LinkedIn to sprawa jest jasna 🙂

2. Zero osób z Indii

Niestety mieszkańcy tego kraju słynną z bardzo agresywnego spamu. Jeśli zaakceptujesz jednego zaraz dostaniesz zaproszenie od kilku następnych i oczywiście wiadomość Dear Friend.. I offer…

Może to nie poprawne politycznie, ale trudno taką markę sobie u mnie wyrobili. Poza tym moje konto – moje zasady.

Jeszcze 4 zasady. Interesujące?

Poleć ten post.